Dynamic Glitter Text Generator at TextSpace.net

poniedziałek, 22 lipca 2013

" PRECZ ! "

Iść dziś nie mogę parkową drogą,
bo mnie tam dręczą i krzywdę robią.
Nie siadam zmierzchem na mojej ławce,
bo zaraz wezmą  po małej dawce.
I tylko żal mi porannej rosy,
gdy człek po trawie chodził tam bosy,
mgieł się wznosiły ranne opary,
przykre, lecz były, też tam komary.
Nie poddam ciała na pastwe chmarze,
by się wyniosły, wciąż o tym marze.
a wówczas znowu w parku o świcie,
będzie cieszyło człowieka życie.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

" UŚMIECHNIJ SIĘ "

Uśmiechnij się,
bo ja się śmieje.
zbyt wiele smutku,
los ludzki sieje.

Zasiany smutek
rośnie obficie,
jak chwast się ciśnie
wciąż w ludzkie życie.

A potem znika,
a potem ginie
i z twarzy spada,
na łeb, na szyje.

I znów się dobrze,
w życiu nam dzieje,
uśmiechnij się,
bo ja się śmieje.

" BABA "

Kupiłem wczoraj gumową babę,
kupiłem sobie w sex shop-ie,
zawsze marzyłem o takiej babie,
naprawdę mówię ci chłopie

Lecz dzisiaj rano baba mi zwiała,
i się udała na lewo.
Zawór jej puścił, baba wyrwała
i poleciała na drzewo.

Tu ostrzeżenie do wszystkich chłopów,
sprawdzajcie czy nie felerne,
bo jak widzicie, niektóre partie,
niestety będą niewierne.


" BABA II "

Babę przywlokłem do domu nową.
Powód zachwytu i dumy.
Ma duże usta i skośne oczy
i ciało całe ma z gumy.

Poddając babę testom wierności,
świadom poprzedniej nauczki,
w wannie sprawdzałem atest jakości,
robiąc z nią miłosne sztuczki.

Test ten pomyślnie był zaliczony,
choć w figlach była dość bierna,
daleko do ideału żony,
ale przynajmniej będzie mi wierna.

wtorek, 9 kwietnia 2013

" POCZTA "

Do sąsiadki poczta przyszła,
po godzinie poczta wyszła.
Ależ teraz jest szczęśliwa,
dobrze poczta doręczyła.


" SĄSIADKA"

Wyzywającą sąsiadkę mam.
Cóż za kobieta, ja mówię wam.
Gdy tylko sąsiad z pracy przybywa,
to ona wrzeszczy i go wyzywa.

" URODZINY "

Na urodziny do mego kota,
przyszła z osiedla kocia chołota.
Kotki szalone, kocury stare,
miałem dziś w domu całą tą wiarę.

Złożyli kotu krótkie życzenia
i wzieli się do jedzenia.
Gryząc, mlaskając, miętosząc, rzując,
po prostu żarli, nic nie ujmując.

W oleju poszły w puszce sardynki,
grube babuni trzy plastry szynki,
jajka na miękko, pasztecik z kaczki,
befsztyk tatarski, w oleju flaczki.

Skrzydła z kurczaka w złotej panierce,
wątróbka w sosie, wieprzowe serce,
wypili mleka cztery kartony,
taki był koci naród spragniony.

A potem wszyscy pozalegali,
szarzy i rudzi, czarni i biali.
Zajeli wszystkie pułki regału,
fotel, kanapę i pół dywanu.

A gdy już siły nabrały koty,
to się zaczęły kocie zaloty.
Wnet się zaczęły bójki i zwady,
więc myślę sobię, no nie ma rady.

Zacząłem miotłą wymiatać wszystko,
żeby przegonić to towarzystwo.
A przy tym były kocie mamroty,
tak się pozbyłem kociej chołoty.

" WYKOP "

Dziś pot się ze mnie leje,
bo ciężką pracę mam,
pracuję przy wykopie
i radę sobie dam.

Łopatą i kilofem,
pogłębiam sobie dół
i dobrze mi to idzie,
bo mam już dołu pół.

W wykopach inżynierzy,
krzątają się co dnia,
dokładnie każdy mierzy,
czy wszystko dobrze gra.

A ja tam nic nie mierze,
bo ja swój szablon mam,
i wszysko mi się zgadza
i głowę za to dam.

I klient ma wygodę,
nie musi kurczyć nóg
i w razie co do czego,
by się przewrócić mógł.

Pracuję przy wykopach,
pracuję z długim stażem,
od dziecka już kopałem
i chciałem być grabarzem.

poniedziałek, 11 marca 2013

" WIOSENNA TĘSKNOTA "

Czekam na wiosnę, bo miała przyjść.
Czekam na wiosnę, cierpliwie.
Może gdzieś w śniegu zagrzęzła i…
Może wygrzebie się szczęśliwie.

A tutaj zima się rozsiadła
i ściąga aurę od północy,
chłodem zawiewa świat na wskroś,
który chce wyjść spod ciepłych kocy.

Wyjdę na drogę spojrzeć w dal,
może zobaczę odsiecz idącą,
może zobaczę ją gdzieś tam,
ciepłą, radosną i śpiewającą.

Przyjdź wiosno, przyjdź,
idź prosta drogą.
Ciepłym słoneczkiem wyjdź,
bo tęsknie za tobą.

poniedziałek, 4 lutego 2013

" BAŚNIE "

Jest w starych baśniach mądrości wiele,
mądre i słuszne na tamte czasy,
nam one jednak niosą niewiele,
nie te królestwa i nie te lasy.

Już baba jagi dzieci nie straszą,
choć wiele wciąż z nich się zachowało
i lustereczka prawdy nie głoszą,
bo by się prawdy znosić nie dało.

Nie ma już strasznych, dwugłowych smoków,
z nimi rycerze też wygineli,
nikt już nie sypia na ziarnku grochu,
raczej na łożu z fabryk Ikei.

Żadna sierota, w za dużych butach,
nie pójdzie w takich na potańcówke,
buta nie zgubi, księcia nie znajdzie
i chwiejnym krokiem wsiądzie w taksówke.

W lesie nie znajdziesz w czapie krasnala,
topielce też już nie siedzą w wodzie,
pewnie na zachód wszystkie uciekły,
stoją u niemca w jego ogrodzie.

Babci kapturek już nie odwiedza,
choć babcia wilka wczoraj złapała,
siedzi i cierpi babcia bez maści,
bo z renty wnuczce babcia nie dała.

Mech i paprocie baśni nie tworzą,
nie rozkwitają im w nocy kwiatki,
teraz się w bajkach specjalizują,
prasa brukowa, oraz sąsiadki.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

" WRONA "

Leci gdzieś wrona,
bardzo się spieszy,
w domu mąż został,
zostały dzieci.

Macha skrzydłami,
coś wypatruje,
wznosi się w góre,
to znów nurkuje.

Spieszyć się musi
czarne ptaszysko,
bo rzucą śmieci
na wysypisko.

Będzie dziś mogła
zrobić zakupy,
spożyć na miejscu,
wziąść do chałupy.

Lubi słodkiego
zjeść coś w bufecie,
chwilę zapomnieć
o bożym świecie.

A tam na miejscu
wron cała chmara,
choć nie przybyła
jeszcze śmieciara.

I stoją, kraczą
o wielkiej biedzie
i że za mało
dzisiaj przyjedzie.

Stoi, narzeka
długa kolejka,
że tu najlepiej
było za Gierka.

A teraz przyszło
żyć w demokracji,
poddają towar
utylizacji.

Nagle się troszczą
o środowisko,
a gówno trafia
na wysypisko.

Rzucą na rynek
kupe w nocniku,
zgnitą marchewkę,
torby z plastiku.

Serek w połowie
nie dojedzony,
a z mięsa ucho
szalonej krowy.

Ciężkie jest życie
w tych czasach wrony,
bo demokracji
ujemne strony,

do poszukiwań
ciągle zmuszją,
a biedne skrzydła
siły nie mają.

Leć że ty wrono
pomiędzy bloki,
tam towar mają
małe hasioki.

Tam świeże jeszcze
rzucą pieczywo,
leć że tam wrono,
leć tam a żywo.

Poprawmy sami
twarz demokracji,
chętnie pozbąćmy
się dziś kolacji.

Wrzućmy do śmieci
to co najlepsze,
coś co dla wrony
jest użyteczne.

Niech że ta wrona
też się nacieszy,
nakarmi męża,
nakarmi dzieci.

I nie wrzucajmy
szkła do śmietnika,
a już tym bardziej
z kupą nocnika.

" POŻAR "

Szła  sobie  Zosia
wzdłuż polnej dróżki,
pachniały w koło
polne kwiatuszki.

W górze lipcowe
świeciło słonko,
skowronek śpiewał
sobie nad łąką.

Szumiało w polu
złociste zboże.
- Daj mi chłopaka
nareszcie Boże!

Daj Panie Boże
wreszcie chłopaka,
bo nie wytrzymam
i będzie draka.

Szła sobie Zosia
wzdłuż owej dróżki,
a z podniecenia
drgały cycuszki.

Myśli w jej głowie
się kotłowały.
- Daj mi chłopaka,
choć by był mały.

Może być z Jasła,
może być z Łodzi,
byle by miał to,
o co jej chodzi.

Byle gotowy
czekał w potrzebie,
byle by mogła
czuć się jak w niebie.

Idzie więc Zosia
i sobie marzy,
oset ją kłuje,
pokrzywa parzy.

Ma już na nogach
zaczerwienienie,
ona ma jednak
inne zmartwienie.

W nocy spać nie da
księżyc za oknem,
bo Zosia nie chce
spać już samotnie.

Leżała by se
z chłopcem u boku
i nie wstawała,
choć by z pół roku.

Szła sobie Zosia
wzdłuż pola drogą,
kopiąc kamienie
ze złości nogą.

Złości się Zosia
kamienie kopie
i coraz bardziej
myśli o chłopie.

A łąki pachną
sianem skoszonym,
a Zosia płonie
ogniem szalonym.

Żar się potężny
w jej ciele budzi
i tylko chłopiec
żar ten ostudzi.

- Gdzie jesteś luby?
Ja cała gorę,
ugaś  płomienie
i ocal w pore.

I krzyczy Zosia,
cała rozgrzana.
- Dajcie mi chłopca!
Oj! Dana, dana.

poniedziałek, 7 maja 2012

" NIC SIĘ NIE DZIEJE "

To co tu piszę
to taka ściema,
która wyssana
żywcem od Lema.


Wyszedłem z domu
o ósmej rano,
bo znów się działo
ze mną tak samo.

Tak jak przed wczoraj
i tydzień temu,
czułem niepokój
i nie wiem czemu.

Ciągle się lękam,
czegoś się boję
i mam wrażenie
że jest nas troje.

Jeden jest silny
i trzyma władze,
z drugim ostatnio
sobię nie radzę.

Gdy sam próbuję
przejść do rządzenia,
nic wtedy nie mam
do powiedzenia.

Kiedy tak bardzo
pragnę wytchnienia,
drugi ma wizje
i urojenia.

Pierwszy konkretny
jest i dojrzały,
drugi choć silny,
to zniewieściały.

Siła drugiego
z tego wynika,
że ma na punkcie
pierwszego bzika.

Często się także
na ogół zdarza,
że drugi nawet
nad nim przeważa.

Weźmy przykładem
pewne zdarzenie,
co się nadaje
już na leczenie.

Kiedyś spostrzegłem
całkiem niechcąco,
że siku robię
teraz siedząco.

Również stwierdziłem
bez dyskusyjnie,
że bóle miewam
menstruacyjne.

A przy zakupach
w różnych sklepikach,
wrzucam podpaski
wciąż do koszyka.

Wstydu przede mną
obaj nie mają,
w nocy do siebie
ciągle wzdychają.

Wydając przy tym
ochy i achy,
chętnie bym poszedł
sypiać do szafy.

Problem zaniosłem
raz do lekarza,
lecz stwierdził krótko.
- Rzadko się zdarza!

- Na ogół chorych
przychodzi dwoje.
Lecz nie pamięta
by przyszło troje.

Był specjalistą
dobrym podobno,
lecz chciał nas leczyć
wszystkich osobno.

Byłem tym faktem
dość zawiedziony,
bo tylko jeden
ubezpieczony.

Po radę byłem
u egzorcysty,
lecz mi przedstawił
zamiar nieczysty.

Chciał potraktować
ich jak demony,
musiałem podjąć
się ich obrony.

Przecież mi w gruncie
nie przeszkadzali,
byle mi spokój
święty dawali.

Z podaniem byłem
w administracji,
o większy metraż
lokalizacji.

I wyjaśniłem
zwięźle i jasno,
że w kawalerce
trochę nam ciasno.

Na metraż większy
nie mam co liczyć,
radę dostałem
że muszę przytyć.

Więc dla nich obu
trochę przytyłem,
bo w końcu bardzo
ich polubiłem.

Psychiatrę obok
mam po sąsiedzku,
twierdzi że przejdzie
po pierwszym dziecku.

I tak czekamy
sobie we troje.
Jak w czwórkę będzie?
Tego się boję!

....................................

Różne oblicza
my ludzie mamy.
Ile nas w sobie?
wiedzy nie mamy.

Wiedzy o sobie
nam nie potrzeba,
w butach wejść chcemy
prosto do nieba.

Lecz gdy pod zadkiem
ogień się wznieci,
wychodzi drugi,
a za nim trzeci.

I aurolka
nad głową gaśnie
i stoi człowiek
prawdziwy właśnie.

I stoi nagi,
z cnót rozebrany
tak jak był z raju
kiedyś wygnany.

wtorek, 17 kwietnia 2012

" ANIA "

Na pamiątkę wspólnych dwóch lat w liceum, Ani z sekretariatu wiersz ten dedykuję.

Wiele jest o niej
w literaturze,
bili się o nią
z niemcem na górze.

Do niej wzdychali
krzepcy poeci,
choć wiele z tego
poszło na śmieci.

Modły wznosili
i dalej wznoszą,
często o bzdety
usilnie prosząc.

Tworzą, śpiewają
o niej piosenki,
jaki to urok
jest u niej wielki.

I każda z nich
jest dla nich jedyna,
cudo, nad cudo,
dziewka malina.

A ja wam mówię
twórcy z baroku,
napewno byście
doznali szoku.

Jak byście żyli
śląscy ułani,
byłby tam pokój,
na górze Ani.

I wy poeci,
tak zakochani,
amorem byście
byli naćpani.

A rozmodleni
do świętej Anny,
chętnie pozbyli,
by się sutanny.

Znam ją przysięgam,
w weekend widuję,
a potem cały
tydzień choruję.

Jak tylko oczy
męskie zobaczą,
to przy niej płoną,
i w koło skaczą.

Bo jest kobietą
nietuzinkową,
i ma urodę
dość wyjątkową.

Uroda u niej,
rzekłbym bajeczna,
ma na czym siedzieć,
pierś pełnomleczna.

I tryska przy tytm
dobrym humorem,
a ciepło wokół
jest jej wytworem.

Ujmę to wszystko
w tym jednym zdaniu,
fajna dziewczyna
jest z Ciebie Aniu.

czwartek, 12 kwietnia 2012

" CUDOWNE LATA "

Życie zatarło cierpienia ślady,
tylko w wspomnieniach ukryte blizny.
Noc przeminęła i świt już blady,
odkrył na skroniach ślady siwizny.

Cudowne młode minione lata,
jak by się dzisiaj bardzo przydały,
człek by wyruszył na podbój świata
ale je wichry z sobą porwały.

Wiosna piękniejsza, jak by w tym roku,
ptaki weselsze, jakoś się zdaje,
życzliwsi ludzie na każdym kroku
a los wciąż karty dobre rozdaje.

Nic się nie wali na siwą głowę,
smutki ciężarem nie przygniatają
i choć wywiało życia połowę,
to się wciąż figle człeka trzymają.

Ile tchu w piersi, ciągle do przodu,
by coś nowego odkryć przed sobą,
czego nie było nigdy za młodu,
to się pojawia nagle przed tobą.

- Cudne!
- Wspaniałe!
Ktoś się zachwyci.
A może zwykłe ?
Inny oceni.
Ważne jest jednak szczęście pochwycić,
niech trwa jak byt ten, twój na tej ziemi.

wtorek, 10 kwietnia 2012

" SIEDEM I PÓŁ DNIA "

Siedział Pan Bóg zasmucony,
bo w królestwie nudą wiało,
wszędzie grzeczne wciąż anioły
i nic złego się nie działo.

Wszyscy tylko Go kochali,
ani krzty głupoty,
żadnych trosk Mu nie stwarzali,
zabrał się więc do roboty.

I się zawziął dnia pierwszego,
stworzył niebo ku wygodzie,
zaraz po nim stworzył ziemię,
umoczoną jeszcze w wodzie.

I popatrzył okiem stwórcy,
na stworzony właśnie świat,
wszędzie ciemność i pustkowie,
tylko hulał zimny wiatr.

Wtedy słowa te wymówił.
- Niech się światłość teraz stanie.
A gdy stwierdził że to dobre,
na dziś skończył już stwarzanie.

A na drugi dzień o świcie,
zaczął ostre rozdzielanie,
przygotować świat pod życie,
to dość trudne jest zadanie.

I utworzył Bóg sklepienie,
rozdzielając wszelkie wody
i zakończył dzień uznaniem,
bo do tego miał powody.

Kiedy nowy dzień się budził,
znów rozpoczął rozdzielanie,
przyszłym formom wszego życia,
robił miejsce na mieszkanie.

I utworzył kilka lądów
i dość spory akwen mórz,
lądy pokrył roślinami
i dzień trzeci minął już.

A to wszystko dobre było,
nie omieszkał zauważyć,
to co Mu się wymarzyło,
już częściowo mógł wprowadzić.

Dnia czwartego spojrzał w niebo,
nieco puste jakieś było
i wiadomym Mu sposobem,
szybko więc się zagwieździło.

Tak podzielił pory roku,
noce, dni i lata,
żeby jakiś był porządek,
stworzonego świata.

A na piąty dzień o świcie,
zaczął z wielkim animuszem.
- Czegoś mi tutaj brakuje,
stworzyć więc to teraz muszę.

I powstały ptaki, gady,
ryby, morskie stwory
i nakazał się rozmnażać,
choć stworzył potwory.

Tak ten piąty dzień upłynął,
przyszedł po nim całkiem nowy,
gdy podziwiał to co stworzył,
przyszło nagle Mu do głowy.

Żeby stworzyć zwierze wszelkie,
różnorodno - gatunkowo
i tak akt ten znów stworzenia,
jął rozgrywać sie na nowo.

I powstało zwierze dzikie
i rodzajów jego wiele
i Pan na tym chciał zakończyć,
bo przed sobą miał niedzielę.

Lecz refleksja Go dopadła.
Czemu służyć miały trudy?
Jeszcze coś by musiał stworzyć,
by nie cierpieć wiecznej nudy.

I tak stworzył Bóg człowieka,
by w wieczności ubaw miał
i w napięciu ciągle czekać,
co nabroi jeszcze tam.

I dał ziemie człowiekowi
i władanie po wsze czasy
i to wszystko dobre było,
człowiek, góry, morza lasy.

I odpoczął Bóg na zajutrz,
po tym wielkim, cieżkim trudzie
ale Mu się przypomniało,
że się muszą mnożyć ludzie.

Wiec co rychlej po niedzieli,
zabrał żebro Adamowi
i ulepił mu kobitę,
lub niewiastę, jak kto woli.

No i wtedy się zaczęły,
rozmaite, różne zgrzyty,
między Bogiem i Adamem,
a to z winy tej kobity.

Dał nam Pan Bóg dobry w darze,
posiadanie własnej woli,
teraz przez nas się stresuje
i Go często głowa boli.

Siedzi sobie Pan Bóg w niebie
i w ogóle się nie nudzi,
a gdyby, choćby, nawet,
to od czego ma swych ludzi.

piątek, 6 kwietnia 2012

" RUDZIELEC "

Wiewiórko moja. Ach!
Dzbanuszku złoty. Ach!
Jak jeszcze Ci orzeszki dam
i z domu dziuple zrobię nam.
Czy wejdziesz pod mój dach?


Pewna panna ruda była,
bardzo młoda, urokliwa,
wszelkich zalet miała sto.
Bardzo mi się podobała,
lecz mnie zwrokiem omijała,
bardzo mnie smuciło to.
Miała przy tym fajne piegi,
niweczyła me zabiegi,
a mnie tak kręciło to.
Ale się tym nie zrażałem,
mimo wszystko ją kochałem,
Ach! Kochałem że ho, ho.


Wiewiórko moja. Ach!
Wisieńko słodka. Ach!
Jak zacznę może śpiewać Ci.
Czy stanie się, co mi się śni,
we wszystkich moich snach?


W końcu sobię pomyślałem,
gdy pomysłów już nie miałem,
że nie będzie z tego nic.
Już przestałem adorować,
już zacząłem rezygnować,
a to się okazał pic.
Ona wszystko dostrzegała,
w niepewności mnie trzymała,
tak bawiła ze mną się.
Wkrótce było ślubowanie,
miłość, wierność i dotrwanie,
powiedziała. - Biorę cię.


Wiewiórko moja. Ach!
Słoneczko moje. Ach!
Jak słodko przy twym boku być
i razem tak cudownie żyć,
i tak po całych dniach.

czwartek, 29 marca 2012

" KOT "

Szału dostałaś,
kota zabrałaś,
- rzekłaś nie kocham cię.
Biedne kocisko,
tu miało wszystko,
tu dobrze czuło się.



Z progu powracasz,
wazon przewracasz,
a taki piękny był.
Wściekłość cię bierze,
tłuczesz talerze,
do wyczerpania sił.

Bierzesz walizy,
do analizy,
czy wszystko w środku jest.
Mówisz że jutro,
przyjdziesz po futro
i robisz męski gest.

Będziesz przychodzić,
na nerwy szkodzić.
Na co to, kurza twarz?
Nie przychodź jutro.
Na co ci futro?
Ciepłego kota masz.

Siedź u mamusi,
skoro już musisz,
fartuchem otrzyj łzy.
Siedź tam do zimy,
wypłacz me winy,
jaki to jestem zły.

Tak się starałem,
rano wstawałem,
wieczorem kładłem się.
Brałaś wypłaty,
ja dwa etaty,
by zadowolić cię.

Zazdrość cię zżera,
jasna cholera,
fantazja gubi cię.
Niby ładniejsza,
niby smuklejsza,
zgrabniej porusza się.

A ja dziewczyno,
ciebie jedyną,
tylko w mym sercu mam.
Twoje wałeczki,
pulchne łapeczki,
i nie chcę żadnych zmian.

Lubie gdy siadasz
i pączki jadasz,
bardzo mnie kręci to.
Lecz trochę smutno,
że na to futro,
odeszło norek sto.

Nie rób głupoty,
wróć do idioty,
będziesz spokojnie tyć.
Bo ten idiota,
bez tego kota,
będzie na umór pić.

poniedziałek, 26 marca 2012

" V i P "

Do pociągu sobie włażę,
zatrzaskując mocno drzwi,
do Krakowa nim pojadę,
będzie w nim wygodnie mi.

To z Hamburga intercity,
expresowo sobie gna,
już dojechał do Katowic,
a w Krakowie metę ma.

Skorzystałem z toalety,
by w podróży spokój mieć,
gdy wyszedłem to niestety,
już pod drzwiami czekał cieć.



- Czy bilecik pan posiada,
czy bilecik pan swój ma,
w razie czego pan wysiada,
chyba że mi pan coś da.

- Ja biletu nie posiadam
i funduszy u mnie brak,
a ten pociąg się zatrzyma,
tam gdzie gród założył Krak.

Lecz z upartym rewizorem,
ciężka sprawa mówię wam,
mam przed jakimś semaforem,
mu wysiadać, właśnie tam.

Więc mu tramwaj pokazałem,
co pod okiem pętle miał,
i na czole zakreśliłem,
jak okrężną trase miał.

Więc pułkownik już odpuścił
i sierżanta obrał dryg,
bo mi bilet kredytowy,
już wypisze teraz w mig.

- Pisz pan bilet kredytowy,
pisz pan bilet trala la,
lecz meldunku nie posiadam.
I co będzie? U ha ha.

Pan dowódca wyczerpany,
zawiedzioną mine miał,
mym przypadkiem umęczony,
w bezradności chwilę trwał.

Potem mówi niech pan siada,
bo tu każdy miejsce ma,
są tu same rezerwacje
i godzinę podróż trwa.

Więc usiadłem w tym fotelu,
co zagłówki białe miał,
poprawiłem też oparcie,
by wygodę lepszą dał.

A za oknem świat się zmieniał,
pola, łąki, zieleń wzgórz,
ja jechałem bez biletu,
tym pociągiem kwadrans już.

Nagle przedział się otwiera
i z wózeczkiem wjeżdża gość.
- Może kawkę lub herbatkę,
może ze słodyczy coś?

Patrzę z miną roztargnioną,
chcę przeczący zrobić gest,
a on wtedy mi powiada,
że w biletu cenie jest.

Więc kawusię zamówiłem,
żeby mi dodała sił
i śmietankę i cukierek
i w komplecie wafel był.

Jadę sobię do Krakowa,
jadę sobię jak ten ViP.
Oni mogą? Ja nie mogę?
A biletu nie ma nikt.

A gdy podróż się kończyła,
gdy w Krakowie wysiadałem,
rozejżałem się po półkach.
Nie! Bagażu też nie miałem.


Wsiądź do pociągu expresowego,
wsiądź bez biletu, nie dbaj o niego,
może mieć będziesz ViP-a sąsiada,
co awansował na darmozjada.

" LILIPUT "

Siedem kurek mam w kurniku,
ósmy kogut liliput,
wszystkie kury są normalne,
a on mały trochę ciut.

Wszystkie kury jaja niosą,
a on nosi nawet dwa
i czerwony ma grzebyczek
i zielone piórka ma.


Mój kogucik, lilipucik
zawsze radę sobie da,
obowiązki liczne związki,
w tym kurniku zawsze ma.

Grzebie dziury, gniecie kury,
wszystkie je dla siebie ma
i na grzędzie, siedzą wszędzie,
potem mi te jaja da.


Dokupiłem kurkę sobię,
żeby więcej jajek mieć,
lecz z kogutem spać nie chciała
i nie chciała jajec nieś.

Wszystkie kury wyśmiewała,
że domowe wszystkie są,
a kogutem pogardzała,
odejść chciała wkrótce stąd.


Mój kogucik, lilipucik,
zawsze radę sobie da,
obowiązki, liczne związki,
w tym kurniku zawsze ma.

Grzebie dziury, gniecie kury,
wszystkie je dla siebie ma
i na grzędzie, siedzą wszędzie,
potem mi te jaja da.


Taki mały, niepozorny,
ale nerwus z niego był,
zaczął ganiać wielką damę,
co miał w nogach tylko sił.

I wydziobał z kurzej głowy,
te maniery i głupoty,
więc musiała kura ulec
i się zabrać do roboty.


Mój kogucik, lilipucik,
zawsze radę sobie da,
obowiązki, liczne związki,
w tym kurniku zawsze ma.

Grzebie dziury, gniecie kury,
wszystkie je dla siebie ma,
i na grzędzie, siedzą wszędzie,
potem mi te jaja da.


Osiem kurek mam w kurniku,
a dziewiąty liliput,
wszystkie kury są normalne,
a on mały trochę ciut.

Osiem kurek jaja nosi,
a on nosi nawet dwa
i czerwony ma grzebyczek
i zielone piórka ma.