wtorek, 20 marca 2012
" ŚWIADECTWO "
Na brudnej stacji,
z brudnym bagażem,
w brudnej koszuli
i życia stażem,
siedział człowieczek
zrezygnowany,
smutny, wzgardzony
i pokonany.
A przed nim ściana
stała bez drzwi,
chyba już doszedł
do kresu dni.
Chyba już koniec
jego niedoli,
chyba przestanie,
boleć co boli.
A wtedy nagle
zadziałał Bóg,
działał przez ludzi,
bo też tak mógł,
i ten człowieczek
z ławeczki wstał,
wziął czyste życie,
co mu Bóg dał.
Poszedł wśród ludzi,
gdzie czysto jest,
żeby pomnażać
ten Boski gest,
bo Bóg rozdaje
szczodrze swe dary,
owcom co wrócić
chcą znów do wiary.
Jak marnotrawny
syn kiedyś też,
powróć do Ojca
i jemu wierz,
bo tam gdzie naszych
kres możliwości,
tam czeka serce
pełne miłości.
Jego miłością
żyję co dnia,
a tym człowieczkiem
to byłem ja.
Dobrze mi Panie
na twoim dworze,
chwała Ci za to,
mój dobry Boże.
poniedziałek, 19 marca 2012
" ZAJĄC WIELKANOCNY "
Pewien zając,
bardzo młody,
szarej maści
i urody,
był znudzony
tą szarzyzną
i miejscową
zajęczyzną.
Marzył by mieć
życie nowe,
zajączkowo
-kolorowe.
Więc żegnając
swe ojcostwo,
braci, siostry
i wujostwo,
mając nawet
babcie szare,
wnet opuścił
kąty stare,
a że nie miał
geografii,
to był tępy
z topografii.
Błądził ciągle,
co rusz stawał,
patrzył, wąchał,
na zad siadał,
lecz z uporem
dalej skikał,
a świat szary
za nim znikał.
Często głodny,
przemoczony,
spał pod miedzą
umęczony.
Czasem pieski
wywąchały,
czasem śrutem
częstowali,
też przejść musiał
czasem bokiem,
przed jastrzębia
ukryć zwrokiem
i nie łatwe
wszystko było,
by marzenie
się spełniło.
Lecz uparte
biedaczysko,
doszło tam,
gdzie było wszystko,
takie cudnie
kolorowe,
tak ciekawe
i tak nowe.
Patrzył zając
i nie wierzył,
że tak wiele
w drodze przeżył.
By móc teraz
zagrać rolę,
jedną z głównych
na tym stole.
Jest tu babka
i baranek,
barwny koszyk
jest pisanek,
są gałązki
borowinki,
chlebuś, masło,
plastry szynki.
Przyszło z wiosną
nowe życie
i smakuje
wyśmienicie,
więc zajączek,
nasz młodziutki,
zacznie robić
się słodziutki
i po chwili
już cukrzany,
siądzie barwnie
lukrowany.
Zieleniutką
ma traweczkę
i różową
kokardeczkę,
tam gdzie bazie
i kurczaczek,
ma swe miejsce
nasz szaraczek.
Dobre miejsce
to dla niego.
Alleluja!!!
Wesołego!
bardzo młody,
szarej maści
i urody,
był znudzony
tą szarzyzną
i miejscową
zajęczyzną.
Marzył by mieć
życie nowe,
zajączkowo
-kolorowe.
Więc żegnając
swe ojcostwo,
braci, siostry
i wujostwo,
mając nawet
babcie szare,
wnet opuścił
kąty stare,
a że nie miał
geografii,
to był tępy
z topografii.
Błądził ciągle,
co rusz stawał,
patrzył, wąchał,
na zad siadał,
lecz z uporem
dalej skikał,
a świat szary
za nim znikał.
Często głodny,
przemoczony,
spał pod miedzą
umęczony.
Czasem pieski
wywąchały,
czasem śrutem
częstowali,
też przejść musiał
czasem bokiem,
przed jastrzębia
ukryć zwrokiem
i nie łatwe
wszystko było,
by marzenie
się spełniło.
Lecz uparte
biedaczysko,
doszło tam,
gdzie było wszystko,
takie cudnie
kolorowe,
tak ciekawe
i tak nowe.
Patrzył zając
i nie wierzył,
że tak wiele
w drodze przeżył.
By móc teraz
zagrać rolę,
jedną z głównych
na tym stole.
Jest tu babka
i baranek,
barwny koszyk
jest pisanek,
są gałązki
borowinki,
chlebuś, masło,
plastry szynki.
Przyszło z wiosną
nowe życie
i smakuje
wyśmienicie,
więc zajączek,
nasz młodziutki,
zacznie robić
się słodziutki
i po chwili
już cukrzany,
siądzie barwnie
lukrowany.
Zieleniutką
ma traweczkę
i różową
kokardeczkę,
tam gdzie bazie
i kurczaczek,
ma swe miejsce
nasz szaraczek.
Dobre miejsce
to dla niego.
Alleluja!!!
Wesołego!
środa, 14 marca 2012
" BYŁAŚ MI "
Odejdź Beato,
już kończy się lato.
Już łąki skoszone
i zboże zwiezione.
A jesień polami
idzie przed nami
i szumią już drzewa,
że rozstać się trzeba.
Ja nie chcę dziewczyny
i jej pajęczyny.
Więc idź gdzieś przed siebie,
gdzie nikt nie zna ciebie.
..........................................................................
Byłaś preludium
do przyszłych wydarzeń
i buldożerem
do burzenia marzeń.
Byłaś żywiołem,
który niszczy i rujnuje.
Uncją trucizny,
która tak skutecznie truje.
Byłaś mi wszystkim,
czego mi nie było trzeba
i losu darem,
który nie pochodził z nieba.
już kończy się lato.
Już łąki skoszone
i zboże zwiezione.
A jesień polami
idzie przed nami
i szumią już drzewa,
że rozstać się trzeba.
Ja nie chcę dziewczyny
i jej pajęczyny.
Więc idź gdzieś przed siebie,
gdzie nikt nie zna ciebie.
..........................................................................
Byłaś preludium
do przyszłych wydarzeń
i buldożerem
do burzenia marzeń.
Byłaś żywiołem,
który niszczy i rujnuje.
Uncją trucizny,
która tak skutecznie truje.
Byłaś mi wszystkim,
czego mi nie było trzeba
i losu darem,
który nie pochodził z nieba.
wtorek, 13 marca 2012
" ŁZA "
Łza - kropelka słona,
choć niechciana, a uroniona.
O wiele za mała,
by trwać z uczuciem z którego powstała.

Łza - dowód wzruszenia,
pamiętnik żalu i chwili cierpienia.
Memoriał życia w kropli spisany,
nigdy nie będzie więcej czytany.
Łza - Dekonspirator wnętrza człowieczego,
odbicie duszy i siły jego.
Mokra cząsteczka jego słabości,
owoc cierpienia, smutku, radości.
choć niechciana, a uroniona.
O wiele za mała,
by trwać z uczuciem z którego powstała.
Łza - dowód wzruszenia,
pamiętnik żalu i chwili cierpienia.
Memoriał życia w kropli spisany,
nigdy nie będzie więcej czytany.
Łza - Dekonspirator wnętrza człowieczego,
odbicie duszy i siły jego.
Mokra cząsteczka jego słabości,
owoc cierpienia, smutku, radości.
poniedziałek, 12 marca 2012
" KILKA PYTAŃ "
Cóż to jest miłość?
Dziwne uczucie.
Niespodziewane
serca ukłucie?
Cóż ciekawego
w środku się dzieje,
że człowiek nie śpi
i prawie nie je?
Czemu tęsknotą
pachnie rozstanie
i się tak dłuży
oczekiwanie?
Czemu jest dobrze
wszystko na pozór?
Jednak rozsądku
rośnie niedobór.
Czemu się oczy
sycą zachwytem,
oczarowane,
jak mgłą spowite?
Po co człek drogi
nadrabia tyle,
gdy mu nad głową
krążą motyle?
Po co używa
światła prędkości,
by adorować
obiekt miłości?
Czemu ten płomień
człowiek zdmuchuje
i przywiązaniem
go zastępuje?
Czemu nas nie ma
tam na stanicy
i nie strzeżemy
cienkiej granicy?
Czemu tak często
ją przechodzimy,
a potem tylko
nienawidzimy?
Dziwne uczucie.
Niespodziewane
serca ukłucie?
Cóż ciekawego
w środku się dzieje,
że człowiek nie śpi
i prawie nie je?
Czemu tęsknotą
pachnie rozstanie
i się tak dłuży
oczekiwanie?
Czemu jest dobrze
wszystko na pozór?
Jednak rozsądku
rośnie niedobór.
Czemu się oczy
sycą zachwytem,
oczarowane,
jak mgłą spowite?
Po co człek drogi
nadrabia tyle,
gdy mu nad głową
krążą motyle?
Po co używa
światła prędkości,
by adorować
obiekt miłości?
Czemu ten płomień
człowiek zdmuchuje
i przywiązaniem
go zastępuje?
Czemu nas nie ma
tam na stanicy
i nie strzeżemy
cienkiej granicy?
Czemu tak często
ją przechodzimy,
a potem tylko
nienawidzimy?
środa, 7 marca 2012
" SZCZYPIOREK "
Mój szczypiorku,
mój malutki,
rośnij duży,
zieleniutki.
Tak codziennie
mu gadałem
i troskliwie
doglądałem.
Wystawiłem
go na słonko,
aby potem
mieć jedzonko.
A jak wyrósł
na szczypiora,
myślę sobie,
zjeść go pora.
Już kanapek
narobiłem,
już wędlinkę
położyłem.
Już skroiłem
pomidora,
tylko jescze
dać szczypiora.
Już z nożykiem
biegnę w mig,
a tu szczypior
z okna znikł.
Więc spieniłem
się okropnie,
niech to kaczka
i gęś kopnie.
Kto miał tyle
tu tupetu
i mi dźwignął
z parapetu.
Mój szczypiorek,
mą krwawice,
niech no ino
drania chwycę.
Te numery
to nie ze mną!
Moim kosztem
ruszać gębą?
Wkrótce śledztwo
wykazało,
że to babsko
zaj...
Co pod oknem
się kręciło,
niby w trawie
coś zgubiło.
Tak bezczelnie!
Bez pytania!
Już ją zmuszę
do żygania.
Niech no ino
tu znów przyjdzie,
to jej szczypior
bokiem wyjdzie.
Ku przestrodze
wiersz ten tworze,
nie hodujcie
nic na dworze.
mój malutki,
rośnij duży,
zieleniutki.
Tak codziennie
mu gadałem
i troskliwie
doglądałem.
Wystawiłem
go na słonko,
aby potem
mieć jedzonko.
A jak wyrósł
na szczypiora,
myślę sobie,
zjeść go pora.
Już kanapek
narobiłem,
już wędlinkę
położyłem.
Już skroiłem
pomidora,
tylko jescze
dać szczypiora.
Już z nożykiem
biegnę w mig,
a tu szczypior
z okna znikł.
Więc spieniłem
się okropnie,
niech to kaczka
i gęś kopnie.
Kto miał tyle
tu tupetu
i mi dźwignął
z parapetu.
Mój szczypiorek,
mą krwawice,
niech no ino
drania chwycę.
Te numery
to nie ze mną!
Moim kosztem
ruszać gębą?
Wkrótce śledztwo
wykazało,
że to babsko
zaj...
Co pod oknem
się kręciło,
niby w trawie
coś zgubiło.
Tak bezczelnie!
Bez pytania!
Już ją zmuszę
do żygania.
Niech no ino
tu znów przyjdzie,
to jej szczypior
bokiem wyjdzie.
Ku przestrodze
wiersz ten tworze,
nie hodujcie
nic na dworze.
wtorek, 6 marca 2012
" JAMNIK "
Będąc na targu razu pewnego,
niechcący wszedłem do placu psiego,
a że nie mając tu interesu,
szybko wyjść chciałem z tego biznesu.
Wtem pośród szczekań, pisków, skomlenia,
wpadły na siebie nasze spojspojrzenia.
Oczy miał takie łzawobłyszczące,
i takie smutne, wręcz błagające.

Uszy pociesznie w dół mu zwisały
i choć był długi, to taki mały.
Powstała szybko dwóch serc wspólnota,
więc go kupiłem, choć miałem kota.
Nie będę darmo kotu lał mleka,
jak na obcego leń nie zaszczeka.
I go pod kurtką przyniosłem w progi,
a pies wnet odżył, stanął na nogi.
Może nie nogi ale na łapy,
najpierw mi pogryzł z rogówki klapy.
Gęsto i często robił kałuże,
oczy miał przy tym niewinnie duże.
Kota pozbawił z piachem kuwety,
w domu nie będzie srał już niestety.

I nad biedakiem tak zapanował,
lizał go, lizał, hpnotyzował,
że to kocisko śliną spływało,
całe mokruśkie z domu pognało.
Teraz tu wpada na małą chwilkę,
na spodek mleka i na wędlinkę,
a skoro nie ma z kuwetą piachu,
to chyba lepiej jest mu na dachu.

A mały łobuz dalej grasował,
dwie pary butów mi wykasował,
metr kwadratowy zjadł mi tapety,
a to nie wszystko jeszcze niestety.
Kabel do radia, sznur od żelaska.
Wiem kiedy szkodzi!
Jak głośno mlaska.
Drzwiczki od szafek, nogi od ławy,
wszystko jest fajne i do zabawy.
A kiedy do snu przychodzi pora,
to już pod kołdrą mam tam potwora.
Lecz coraz częściej śpie na kanapie,
bo bestia w nocy za głośno chrapie.
Mimo że psoty to jego mania,
to tak naprawdę uwielbiam drania
i mimo tego że nie da spć,
niech dumna będzie jego psia mać.
niechcący wszedłem do placu psiego,
a że nie mając tu interesu,
szybko wyjść chciałem z tego biznesu.
Wtem pośród szczekań, pisków, skomlenia,
wpadły na siebie nasze spojspojrzenia.
Oczy miał takie łzawobłyszczące,
i takie smutne, wręcz błagające.
Uszy pociesznie w dół mu zwisały
i choć był długi, to taki mały.
Powstała szybko dwóch serc wspólnota,
więc go kupiłem, choć miałem kota.
Nie będę darmo kotu lał mleka,
jak na obcego leń nie zaszczeka.
I go pod kurtką przyniosłem w progi,
a pies wnet odżył, stanął na nogi.
Może nie nogi ale na łapy,
najpierw mi pogryzł z rogówki klapy.
Gęsto i często robił kałuże,
oczy miał przy tym niewinnie duże.
Kota pozbawił z piachem kuwety,
w domu nie będzie srał już niestety.
I nad biedakiem tak zapanował,
lizał go, lizał, hpnotyzował,
że to kocisko śliną spływało,
całe mokruśkie z domu pognało.
Teraz tu wpada na małą chwilkę,
na spodek mleka i na wędlinkę,
a skoro nie ma z kuwetą piachu,
to chyba lepiej jest mu na dachu.
A mały łobuz dalej grasował,
dwie pary butów mi wykasował,
metr kwadratowy zjadł mi tapety,
a to nie wszystko jeszcze niestety.
Kabel do radia, sznur od żelaska.
Wiem kiedy szkodzi!
Jak głośno mlaska.
Drzwiczki od szafek, nogi od ławy,
wszystko jest fajne i do zabawy.
A kiedy do snu przychodzi pora,
to już pod kołdrą mam tam potwora.
Lecz coraz częściej śpie na kanapie,
bo bestia w nocy za głośno chrapie.
Mimo że psoty to jego mania,
to tak naprawdę uwielbiam drania
i mimo tego że nie da spć,
niech dumna będzie jego psia mać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
