Dynamic Glitter Text Generator at TextSpace.net

wtorek, 9 kwietnia 2013

" WYKOP "

Dziś pot się ze mnie leje,
bo ciężką pracę mam,
pracuję przy wykopie
i radę sobie dam.

Łopatą i kilofem,
pogłębiam sobie dół
i dobrze mi to idzie,
bo mam już dołu pół.

W wykopach inżynierzy,
krzątają się co dnia,
dokładnie każdy mierzy,
czy wszystko dobrze gra.

A ja tam nic nie mierze,
bo ja swój szablon mam,
i wszysko mi się zgadza
i głowę za to dam.

I klient ma wygodę,
nie musi kurczyć nóg
i w razie co do czego,
by się przewrócić mógł.

Pracuję przy wykopach,
pracuję z długim stażem,
od dziecka już kopałem
i chciałem być grabarzem.

poniedziałek, 11 marca 2013

" WIOSENNA TĘSKNOTA "

Czekam na wiosnę, bo miała przyjść.
Czekam na wiosnę, cierpliwie.
Może gdzieś w śniegu zagrzęzła i…
Może wygrzebie się szczęśliwie.

A tutaj zima się rozsiadła
i ściąga aurę od północy,
chłodem zawiewa świat na wskroś,
który chce wyjść spod ciepłych kocy.

Wyjdę na drogę spojrzeć w dal,
może zobaczę odsiecz idącą,
może zobaczę ją gdzieś tam,
ciepłą, radosną i śpiewającą.

Przyjdź wiosno, przyjdź,
idź prosta drogą.
Ciepłym słoneczkiem wyjdź,
bo tęsknie za tobą.

poniedziałek, 4 lutego 2013

" BAŚNIE "

Jest w starych baśniach mądrości wiele,
mądre i słuszne na tamte czasy,
nam one jednak niosą niewiele,
nie te królestwa i nie te lasy.

Już baba jagi dzieci nie straszą,
choć wiele wciąż z nich się zachowało
i lustereczka prawdy nie głoszą,
bo by się prawdy znosić nie dało.

Nie ma już strasznych, dwugłowych smoków,
z nimi rycerze też wygineli,
nikt już nie sypia na ziarnku grochu,
raczej na łożu z fabryk Ikei.

Żadna sierota, w za dużych butach,
nie pójdzie w takich na potańcówke,
buta nie zgubi, księcia nie znajdzie
i chwiejnym krokiem wsiądzie w taksówke.

W lesie nie znajdziesz w czapie krasnala,
topielce też już nie siedzą w wodzie,
pewnie na zachód wszystkie uciekły,
stoją u niemca w jego ogrodzie.

Babci kapturek już nie odwiedza,
choć babcia wilka wczoraj złapała,
siedzi i cierpi babcia bez maści,
bo z renty wnuczce babcia nie dała.

Mech i paprocie baśni nie tworzą,
nie rozkwitają im w nocy kwiatki,
teraz się w bajkach specjalizują,
prasa brukowa, oraz sąsiadki.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

" WRONA "

Leci gdzieś wrona,
bardzo się spieszy,
w domu mąż został,
zostały dzieci.

Macha skrzydłami,
coś wypatruje,
wznosi się w góre,
to znów nurkuje.

Spieszyć się musi
czarne ptaszysko,
bo rzucą śmieci
na wysypisko.

Będzie dziś mogła
zrobić zakupy,
spożyć na miejscu,
wziąść do chałupy.

Lubi słodkiego
zjeść coś w bufecie,
chwilę zapomnieć
o bożym świecie.

A tam na miejscu
wron cała chmara,
choć nie przybyła
jeszcze śmieciara.

I stoją, kraczą
o wielkiej biedzie
i że za mało
dzisiaj przyjedzie.

Stoi, narzeka
długa kolejka,
że tu najlepiej
było za Gierka.

A teraz przyszło
żyć w demokracji,
poddają towar
utylizacji.

Nagle się troszczą
o środowisko,
a gówno trafia
na wysypisko.

Rzucą na rynek
kupe w nocniku,
zgnitą marchewkę,
torby z plastiku.

Serek w połowie
nie dojedzony,
a z mięsa ucho
szalonej krowy.

Ciężkie jest życie
w tych czasach wrony,
bo demokracji
ujemne strony,

do poszukiwań
ciągle zmuszją,
a biedne skrzydła
siły nie mają.

Leć że ty wrono
pomiędzy bloki,
tam towar mają
małe hasioki.

Tam świeże jeszcze
rzucą pieczywo,
leć że tam wrono,
leć tam a żywo.

Poprawmy sami
twarz demokracji,
chętnie pozbąćmy
się dziś kolacji.

Wrzućmy do śmieci
to co najlepsze,
coś co dla wrony
jest użyteczne.

Niech że ta wrona
też się nacieszy,
nakarmi męża,
nakarmi dzieci.

I nie wrzucajmy
szkła do śmietnika,
a już tym bardziej
z kupą nocnika.

" POŻAR "

Szła  sobie  Zosia
wzdłuż polnej dróżki,
pachniały w koło
polne kwiatuszki.

W górze lipcowe
świeciło słonko,
skowronek śpiewał
sobie nad łąką.

Szumiało w polu
złociste zboże.
- Daj mi chłopaka
nareszcie Boże!

Daj Panie Boże
wreszcie chłopaka,
bo nie wytrzymam
i będzie draka.

Szła sobie Zosia
wzdłuż owej dróżki,
a z podniecenia
drgały cycuszki.

Myśli w jej głowie
się kotłowały.
- Daj mi chłopaka,
choć by był mały.

Może być z Jasła,
może być z Łodzi,
byle by miał to,
o co jej chodzi.

Byle gotowy
czekał w potrzebie,
byle by mogła
czuć się jak w niebie.

Idzie więc Zosia
i sobie marzy,
oset ją kłuje,
pokrzywa parzy.

Ma już na nogach
zaczerwienienie,
ona ma jednak
inne zmartwienie.

W nocy spać nie da
księżyc za oknem,
bo Zosia nie chce
spać już samotnie.

Leżała by se
z chłopcem u boku
i nie wstawała,
choć by z pół roku.

Szła sobie Zosia
wzdłuż pola drogą,
kopiąc kamienie
ze złości nogą.

Złości się Zosia
kamienie kopie
i coraz bardziej
myśli o chłopie.

A łąki pachną
sianem skoszonym,
a Zosia płonie
ogniem szalonym.

Żar się potężny
w jej ciele budzi
i tylko chłopiec
żar ten ostudzi.

- Gdzie jesteś luby?
Ja cała gorę,
ugaś  płomienie
i ocal w pore.

I krzyczy Zosia,
cała rozgrzana.
- Dajcie mi chłopca!
Oj! Dana, dana.

poniedziałek, 7 maja 2012

" NIC SIĘ NIE DZIEJE "

To co tu piszę
to taka ściema,
która wyssana
żywcem od Lema.


Wyszedłem z domu
o ósmej rano,
bo znów się działo
ze mną tak samo.

Tak jak przed wczoraj
i tydzień temu,
czułem niepokój
i nie wiem czemu.

Ciągle się lękam,
czegoś się boję
i mam wrażenie
że jest nas troje.

Jeden jest silny
i trzyma władze,
z drugim ostatnio
sobię nie radzę.

Gdy sam próbuję
przejść do rządzenia,
nic wtedy nie mam
do powiedzenia.

Kiedy tak bardzo
pragnę wytchnienia,
drugi ma wizje
i urojenia.

Pierwszy konkretny
jest i dojrzały,
drugi choć silny,
to zniewieściały.

Siła drugiego
z tego wynika,
że ma na punkcie
pierwszego bzika.

Często się także
na ogół zdarza,
że drugi nawet
nad nim przeważa.

Weźmy przykładem
pewne zdarzenie,
co się nadaje
już na leczenie.

Kiedyś spostrzegłem
całkiem niechcąco,
że siku robię
teraz siedząco.

Również stwierdziłem
bez dyskusyjnie,
że bóle miewam
menstruacyjne.

A przy zakupach
w różnych sklepikach,
wrzucam podpaski
wciąż do koszyka.

Wstydu przede mną
obaj nie mają,
w nocy do siebie
ciągle wzdychają.

Wydając przy tym
ochy i achy,
chętnie bym poszedł
sypiać do szafy.

Problem zaniosłem
raz do lekarza,
lecz stwierdził krótko.
- Rzadko się zdarza!

- Na ogół chorych
przychodzi dwoje.
Lecz nie pamięta
by przyszło troje.

Był specjalistą
dobrym podobno,
lecz chciał nas leczyć
wszystkich osobno.

Byłem tym faktem
dość zawiedziony,
bo tylko jeden
ubezpieczony.

Po radę byłem
u egzorcysty,
lecz mi przedstawił
zamiar nieczysty.

Chciał potraktować
ich jak demony,
musiałem podjąć
się ich obrony.

Przecież mi w gruncie
nie przeszkadzali,
byle mi spokój
święty dawali.

Z podaniem byłem
w administracji,
o większy metraż
lokalizacji.

I wyjaśniłem
zwięźle i jasno,
że w kawalerce
trochę nam ciasno.

Na metraż większy
nie mam co liczyć,
radę dostałem
że muszę przytyć.

Więc dla nich obu
trochę przytyłem,
bo w końcu bardzo
ich polubiłem.

Psychiatrę obok
mam po sąsiedzku,
twierdzi że przejdzie
po pierwszym dziecku.

I tak czekamy
sobie we troje.
Jak w czwórkę będzie?
Tego się boję!

....................................

Różne oblicza
my ludzie mamy.
Ile nas w sobie?
wiedzy nie mamy.

Wiedzy o sobie
nam nie potrzeba,
w butach wejść chcemy
prosto do nieba.

Lecz gdy pod zadkiem
ogień się wznieci,
wychodzi drugi,
a za nim trzeci.

I aurolka
nad głową gaśnie
i stoi człowiek
prawdziwy właśnie.

I stoi nagi,
z cnót rozebrany
tak jak był z raju
kiedyś wygnany.

wtorek, 17 kwietnia 2012

" ANIA "

Na pamiątkę wspólnych dwóch lat w liceum, Ani z sekretariatu wiersz ten dedykuję.

Wiele jest o niej
w literaturze,
bili się o nią
z niemcem na górze.

Do niej wzdychali
krzepcy poeci,
choć wiele z tego
poszło na śmieci.

Modły wznosili
i dalej wznoszą,
często o bzdety
usilnie prosząc.

Tworzą, śpiewają
o niej piosenki,
jaki to urok
jest u niej wielki.

I każda z nich
jest dla nich jedyna,
cudo, nad cudo,
dziewka malina.

A ja wam mówię
twórcy z baroku,
napewno byście
doznali szoku.

Jak byście żyli
śląscy ułani,
byłby tam pokój,
na górze Ani.

I wy poeci,
tak zakochani,
amorem byście
byli naćpani.

A rozmodleni
do świętej Anny,
chętnie pozbyli,
by się sutanny.

Znam ją przysięgam,
w weekend widuję,
a potem cały
tydzień choruję.

Jak tylko oczy
męskie zobaczą,
to przy niej płoną,
i w koło skaczą.

Bo jest kobietą
nietuzinkową,
i ma urodę
dość wyjątkową.

Uroda u niej,
rzekłbym bajeczna,
ma na czym siedzieć,
pierś pełnomleczna.

I tryska przy tytm
dobrym humorem,
a ciepło wokół
jest jej wytworem.

Ujmę to wszystko
w tym jednym zdaniu,
fajna dziewczyna
jest z Ciebie Aniu.